czwartek, 2 lutego 2017

Od Ariany CD Barristana

Siedziałam w jaskini, usiłując nabić na patyk upolowaną sztukę zająca. Po paru próbach, gdy kawał mięsa znów wpadł w ognisko, porzuciłam ten pomysł. Złośliwość rzeczy martwych. Nagle usłyszałam kroki. Dziwna radość nagle we mnie wstąpiła...nie, to po prostu fakt, że Barristanowi się uda upiec kolację. Zamiast jednak znajomej twarzy, ujrzałam najpierw rudego mężczyznę z toporem u boku. W pierwszej chwili ni wyczułam zagrożenia, to nie byli ludzie mojego ojca, ani tamci bandyci. Gdy jednak drugi człowiek wprowadził związanego liną Barristana, wszystko zrozumiałam. Nymeria jest na polowaniu, w tej chwili mi nie pomoże. Cholera, znaleźli mnie. A on mnie wydał...
Po raz kolejny komuś zaufałam, po raz kolejny okazałam litość i troskę. I po raz kolejny się zawiodłam.
Kiedy miałam piętnaście lat, zakochałam się w dwa lata starszym synu młynarza. Dzisiaj wiem, że była to głupia i szczenięca miłość, ale wtedy się dla mnie liczyła. Spotykaliśmy się co noc w Bożym Gaju i...po prostu cieszyliśmy swoim towarzystwem, nigdy nie doszło do czegoś więcej niż parę pocałunków. Mieliśmy uciec razem pod osłoną nocy, mieliśmy plany na przyszłość...skromny domek w lesie, gromadka dzieci...sprzedał mnie za sakiewkę srebrnych jeleni kapitanowi straży. Żeby to chociaż były złote smoki. Od tamtej pory nie wierzę w miłość. Cholera, nawet straciłam wiarę w ludzi, własny gatunek. Światem rządzą pieniądze. Jak nie wiesz, o co chodzi - to chodzi o pieniądze.
To boli do dzisiaj.
- No, no, młoda lady Stark! - zarechotał jeden z nich, podchodząc do mnie.
- Podziękuj swemu przyjacielowi za wydanie cię. - dodał drugi, popychając bękarta do przodu. Przez chwilę milczałam, obmyślając w głowie plan ucieczki. Barristan podniósł na mnie wzrok, po czym od razu schylił głowę. Widziałam, że żałuje...co mi jednak po tym teraz? Ja. mimo mojego wyrachowania, nigdy nikogo nie skrzywdziłabym dla własnych celów. Dopiero teraz spostrzegłam krew na jego rękach, na pewno go torturowali. Mój gniew nieco opadł, postanowiłam grać na czas.
- Nie jesteście ludźmi mojego ojca, co z tego będziecie mieć? - skrzyżowałam ręce na piersi
- Wystawił za ciebie garść złotych smoków - warknął rudy
O, tym razem złote smoki! Cóż za ewolucja, jak miło.
Mężczyzna podszedł jeszcze bliżej, dało się wyczuć jakże cudowny odór szczyn i piwa.
- Na pewno wiecie, jak traktować damę. - rzuciłam twardo i wskazałam głową na zdrajcę - A jego możecie zostawić tutaj, nie obchodzi mnie, co się z nim stanie. I mojego ojca na pewno też nie.
Barristan rzucił mi nieodgadnione spojrzenie, które odwzajemniłam. Mam nadzieję, że tak naprawdę wie, że właśnie ratuję mu mimo wszystko dupę.
- Będziemy cię traktować, jak chcemy. Zawrzyj gębę, albo skończysz jęcząc pode mną - wyszczerzył się obleśnie bandyta
- Mój ojciec...
- Twój ojciec gówno może. Przyniesiemy mu twoje truchło, jeśli nie będziesz współpracować. Biedna Lady Stark została zagryziona na naszych oczach przez jakąś bestię... - powiedział takim tonem, iż miałam wrażenie, że się zaraz popłacze.
Kątem oka spojrzałam na łuk, który leżał po mojej prawej, schowany w cieniu. Z tej odległości na pewno zdążę zastrzelić jednego, z drugim łatwo pójdzie...tyle, że przy tym drugim stoi Barristan, z nożem na gardle.
Zawahałam się. Na pewno automatycznie poderżnie Barristanowi gardło. Nie wykorzystałam szansy i potulnie wyszłam z rudym na zewnątrz. Drugi z bandytów popchnął Barristana na ziemię i dołączył do nas.
Mam nadzieję, że widzimy się po raz ostatni, Barristanie. Pomyślałam, kiedy wiązali mi nadgarstki sznurem i pakowali na tył wozu.


[Barristan?]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Szablon wykonała prudence. z Panda Graphics.