sobota, 4 lutego 2017

Od Ariany CD Barristana

Szlag by to. A więc ja mu ratuję dupę, mógł zostać uwolniony w najbliższym mieście, a on mi się tak odpłaca? Cóż, kolejny raz przejechałam się na ludziach. Więcej tego błędu nie popełnię.
Ren okazał się młodym, dość urodziwym chłopakiem, zapewne giermkiem. Wyglądał na mojego rówieśnika. Przygotowałam się na ostre szarpnięcie i pogłębienie dotychczasowych ran od krępujących mnie sznurów. Gdy jednak delikatnie je przeciął i pomógł mi się podnieść na nogi, byłam w totalnym szoku. Nie przywykłam przez ostatnie dni do tego, że ktoś się o mnie tak troszczy. Barristan...nie przypominałam sobie, żeby kiedykolwiek mnie tknął. Z drugiej strony powinnam się może cieszyć...
Moje rozmyślanie przerwał skierowany w moją stronę ciepły uśmiech jakiejś dziewczyny, może parę lat starszej ode mnie. To dobrzy ludzie, mam szansę.
- Lordzie... - zaczęłam, szukając w głowie nazw rodów mających siedzibę niedaleko Bliźniaków.
Nic jednak nie przychodziło mi do głowy, żaden ze znanych mi lordów nie odpowiadał wyglądem temu.
- Słucham? - owy Josmyn odwrócił się w moją stronę, ukazała mi się dość młoda twarz o pogodnym obliczu.
Ludzie krzątali się naokoło wozu, pakując do worków co cennego się da. Przez chwilę zastanawiałam się, jak to rozegrać. Spojrzałam pytająco na Barristana, oddając mu pałeczkę.
- Powiedz im, Barristanie
- Ta młoda dama zna twe imię? - Josmyn rzucił bękartowi zdziwione spojrzenie
- Musiała usłyszeć to, kiedy mnie torturowali. - machnął lekceważąco ręką.
A więc tak to rozgrywamy...nie jestem od teraz Arianą Stark, tylko przybłędą. Dobrze...ale gdzie się podział Barristan, który podziękował mi za opatrzenie ucha? Ten, w którym dostrzegłam dobrego człowieka?
Młody giermek, który przeciął wcześniej moje liny, pomógł mi wsiąść na moją kasztankę. Nie odmówiłam tylko dlatego, że każdy mięsień dawał o sobie mocno znać. Niewygody podróży bardzo się na mnie odbiły.
***
Jechaliśmy już drugą godzinę, z moich obserwacji wynikało, ze kierowaliśmy się dalej na południe. Musi to być więc jakiś lord z ciepłych rejonów. Nagle lord zarządził postój przy niewielkim strumyku. Moje serce momentalnie stanęło. Aktualnie znajdowała się w jego pobliżu Nymeria, mądre wilkorzysko trzymało się na dystans i ciągle nad nami czuwało, jak niewidzialny anioł. Zaraz...nad NAMI? Nie, nade mną. Barristan teraz straciłby, dzięki jej jednemu kłapnięciu, ramię. Na szczęście udało się jej skryć w lesie, ale nie widząc tej znajomej sierści miedzy drzewami, poczułam się trochę nieswojo.
Nasz orszak składał się z dość dużej liczby ludzi, zwinnie omijałam kolejnych odpoczywających, którzy rozłożyli sobie na śniegu skóry. Pozwolono mi się w miarę swobodnie poruszać, ale ciągle towarzyszył mi Ren. Nie odzywaliśmy się do siebie ani słowem, co było mi na rękę - mogłam się niechcący czymś zdradzić, nawet mój sposób poruszania sie i mówienia był dość niebezpieczny. Oficjalnie jestem byłą służką...lady Stark. Co za ironia. W tej gromadzie wyłowiłam znajomą czuprynę, ich właściciel pocierał sobie ręce, z których ciągle sączyła się krew. Mój mózg walczył z sercem przez jakieś cztery sekundy, które wydawały mi się wiecznością, ale koniec końców podeszłam do niego. Zdążyłam go trochę poznać i widziałam, że cierpi.
- Mogę cię nienawidzić, ale nigdy nie zostawię nikogo w potrzebie. Zanim dojedziemy do zamku, może wdać się zakażenie - powiedziałam
Barristan odwrócił się nagle, zmierzył mnie wzrokiem i po chwili gestem odprawił chłopaka. Ten mruknął pod nosem coś niezrozumiałego i odszedł, zostaliśmy sami. Bez słowa uklęknęłam na śniegu naprzeciwko niego i wyjęłam z torby jedną z wielu maści. Dostałam ją na swoje piętnaste urodziny od ciotki, która zamówiła te specyfiki aż zza Wąskiego Morza...moim marzeniem jest wsiąść w jakiś statek w Królewskiej Przystani...i już nie wrócić do Westeros. Przełknęłam godność, nałożyłam sobie na dłonie leczniczą substancję i zamknęłam w nich zranione palce mężczyzny, delikatnie pocierając.
Usłyszałam tylko ciche sykniecie, ale poza tym się nie odzywał. Spojrzałam mu w oczy.


[Barristan? Sori, brak weny ;w;]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Szablon wykonała prudence. z Panda Graphics.