piątek, 3 lutego 2017

Od Tommena C.D. Margaret

Kiedy młode służki zaprowadziły mnie do jadalni i wskazały mi jedno z miejsc przy stole. W obcym grodzie czułem się nieswojo, tym bardziej po tylu dniach wędrówki. Byłem wykończony i mimo iż już od dawna tęskniłem za czymś ciepłym, nie przywykłem do goszczenia mnie z taką radością.
Po niedługim czasie, lady Margaret zjawiła się w sali, zajmując miejsce naprzeciw mnie i uśmiechając się lekko. Zauważyłem, że ubrała równie piękną, jednak mniej ozdobioną suknię. Przez to wyglądała na jeszcze bardziej uroczą i młodszą.
- Mam nadzieję, że nie kazałam na siebie zbyt długo czekać - stwierdziła, widząc, że badawczo się jej przyglądam.
- Oczywiście, że nie, pani - zapewniłem.
Nie zdążyłem dodać już nic więcej, bo służki przyszły właśnie, by podać nam do stołu. Czując zapach pieczonego mięsa, mój żołądek ścisnął się, przypominając o tym, że odkąd wyruszyłem w drogę powrotną, nie jadłem zbyt wiele. Kiedy razem z lady Margaret zaczęliśmy jeść, także już nie rozmawialiśmy. W milczeniu jadłem, popijając wszystko znikomą ilością wina, na jaką sobie pozwoliłem.
- Jedz jeszcze, sir - poleciła lady, gdy odsunąłem się lekko od stołu, opierając się o oparcie krzesła. Przyłapałem ją na tym, że sama skończyła już jeść, od jakiegoś czasu przyglądając się tylko mi.
- Jestem już syty, ma pani. Dziękuję - powiedziałem szczerze. - Powinienem wracać do domu.
- Ja zaś uważam, że powinien sir najpierw odpocząć - zauważyła. - Od kiedy podróżujesz?
- Od czterech dni - przyznałem. - Wracam z południa.
- Cztery dni samotnej wędrówki muszą być wykańczające - westchnęła cicho, opierając głowę na splecionych pod szyją dłoniach.
- Wędrowałem dużo dłużej, moja pani - zapewniłem, z lekko kpiącym uśmiechem. - Kwestia samotności też została częściowo rozwiązana. Mam wiernego ogiera i wilkora.

Margaret? 
Brak weny...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Szablon wykonała prudence. z Panda Graphics.