niedziela, 4 grudnia 2016

Od Christiana cd Lyanny

Włożyłem miecze do pochwy zarzuconej na plecach, wsadziłem nóż do butów oraz wsadziłem w pas, wziąłem też łuk, który przerzuciłem przez ramię i wyszedłem z komnaty, po drodze założyłem kaptur i wyszedłem na zimno, skierowałem się do stajni, wziąłem karą klacz, szła obok mnie posłusznie. Ruszyliśmy w głąb lasu, Demon już dawno był na zewnątrz, polował. Znalazł nas po kilku minutach, miał cały czerwony pysk od krwi zabitego zwierzęcia, oblizywał się zadowolony ze swojego wyjścia. Pogłaskałem go i z uśmiechem nagrodziłem, usłyszałem jak ktoś łamię gałązkę. Demon wytężył słuch, a ja razem z nim, zdjąłem łuk w ramienia i wziąłem jedną ze strzał, broń trzymałem w pogotowiu. Zrobiłem kilka kroków do przodu i zauważyłem postać siedzącą za drzewem, widziałem tylko włosy, rude włosy, oraz nogę, podniosłem łuk i przyłożyłem strzałę, naciągnąłem cięciwę, a strzała wyleciała, wylądowała prosto obok twarzy dziewczyny.
- Nie powinnaś była się kryć, to wzbudza podejrzenia – powiedziałem i zarzuciłem łuk na ramię, podszedłem do dziewczyny, która siedziała skulona.
- Wracaj do domu, tu nie jest bezpiecznie, jest pełno osób, które chciałoby zabić. Dajmy na przykład takiego mnie, lubi zabijać, ale jeśli nie dostanie za to pieniędzy, po co mu to? – powiedziałem i sam zastanowiłem się nad swoim pytaniem.
- Jestem…
- Nie obchodzi mnie kim jesteś, ważne, żebyś wróciła do domu, bo inaczej zginiesz – przerwałem jej i podniosłem ją, była ode mnie dużo niższa, spojrzałem w jej oczy, rozpoznałem ją.
- Gdzie twój wilkor, księżniczko? – zapytałem z lekkim uśmiechem. – podobno masz jednego. 
- Mam, wreszcie mnie poznałeś – prychnęła urażona. Wywróciłem oczami.
- Księżniczko, to las, jest ciemno, słońce już dawno zaszło, miałbym Cię poznać? – zapytałem i odsunąłem się od niej z lekkim uśmiechem. Usłyszałem kroki, ktoś się zbliża, rozejrzałem się i ujrzałem mężczyznę z łukiem wymierzonym w dziewczynę, zbliżał się powoli, skinął mi. Znałem go, miał kolejne zlecenie, uśmiechnąłem się do niego, księżniczka nawet nie zwróciła na to uwagi. 
- Jesteś…
- Przystojny? Odważny? Kochany? Cudowny?
- Nie, wręcz przeciwnie – powiedziała, a ja udałem oburzenie.
- Myślałem, że trzeba się odwdzięczać za uratowanie życia. Mogłaś kłamać – rzekłem, a ona zmarszczyła czoło zdziwiona.
- Przed kim uratować? – zapytała, a ja wyjąłem miecz i odbiłem strzałę, wyciągnąłem nóż z buta i rzuciłem nim w Ariana z lekkim uśmiechem. Nie lubiłem go.
- Przed nim – powiedziałem i schowałem miecz oraz poszedłem po nóż, wyciągnąłem go z ciała zabitego. Wytarłem o jego ubranie krew i schowałem na swoje miejsce.
- Nie ma za co, a teraz wróć do zamku, niech tam Ci wypucują butki – powiedziałem i uśmiechnąłem się, wsiadłem na klacz, która posłusznie czekała na moją komendę. Dałem jej łydki i ruszyliśmy w stronę miasta.
- Zabierz mnie ze sobą! – krzyknęła dziewczyna, trochę przestraszona, nie dziwiłem się jej, niedawno usiłowali ją zabić, możliwe, że ktoś jeszcze czyha tutaj na jej życie. Zatrzymałem konia i wyciągnąłem dłoń, podbiegła i chwyciła się jej, podciągnąłem ją, a ta wsiadła na konia. Chwyciła się mnie, a ja zaśmiałem się.
- Nienawidzę Cię – powiedziała.
- Oj, jeszcze zmienisz zdanie – rzekłem – jak wszystkie – dodałem w myśli.

Lyanna?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Szablon wykonała prudence. z Panda Graphics.