piątek, 2 grudnia 2016

Od Seline cd Dalrana

Spojrzałam w twarz znanego mi od dawna mężczyzny, oceniając, jak bardzo się zmienił. Jego rysy twarzy lekko się wyostrzyły, prawdopodobnie przez ciężką, wojskową służbę.
- Oboje zmieniliśmy się wraz z upływającym czasem, sir - odpowiedziałam uprzejmie. - Niemniej jednak dziękuję za miłe słowa i cieszę się z kolejnej okazji do spotkania.
- To zaszczyt gościć Lorda i jego rodzinę - powiedziała z uśmiechem macocha. - Nie stójmy na mrozie, zapraszamy.
Lord Velaryon skinął głową i ruszył razem ze swoimi dziećmi do domu, zaraz za ojcem i idącą u jego boku matką, ja zaś zakończyłam cały ten nasz osobliwy pochód, podążając za braćmi i ich żonami, co chwilę zerkając rozbawiona na udające powagę, ale jednocześnie bawiące się dzieci.

-----

Przy stole usiedliśmy oczywiście zgodnie z panującym porządkiem; miejsca po obu szczytach stołu zajął ojciec, mający po swych obu stronach matkę i obecnie najstarszego w domu brata i Lord Velaryon, przy którym siedzieli synowie. Mi zaś przypadło miejsce między jednym z moich braci, a siostrą Lorda Dalrana, która wyglądała na lekko zdenerwowaną i zerkała co jakiś czas na swego ojca i braci.
- Piękna suknia - pochwaliłam, chcąc lekko rozładować jej stres. - To twoje dzieło?
Dziewczynka nieśmiało skinęła głową, odpowiadając cicho i zdawkowo, ale widziałam, że podobała jej się pochwała dotycząca jej talentu. Nie ciągnęłam jednak tematu, nie chcąc przeszkadzać w rozmowie ojca z Lordami, którzy omawiali ogólnikowo sytuację polityczną. Słysząc tylko wzmiankę o Arkadiusie, od razu skrzywiłam się lekko, wiedząc, że nadal nie ma żadnych wieści od mego brata. Wyparłam jednak troski z myśli gdy tylko poczułam ciepły ciężar opierający się o moje stopy. Kala musiała wemknąć się do domu i pod stół, by jak zawsze mi towarzyszyć.
Wraz z upływem czasu i wina, które pite z rozwagą i umiarem przyczyniło się do rozwiązania języków, rozmowy przy stole stały się coraz bardziej przyjacielskie i dotykały wszelakich tematów. Pozwoliłam sobie na zatracenie się w myślach i po jakimś czasie wyrwałam się ze swych własnych rozważań, czując na sobie baczny wzrok Lorda Dalrana. Dopiero wtedy zdałam sobie sprawę, że było to odpowiedzią na moje bezwiedne spojrzenie i uśmiechnęłam się tylko, spuszczając wzrok.

-----

Po kolacji wszyscy rozeszli się do komnat, także goście, którym rodzice wskazali czekające na nich już pomieszczenia, mając świadomość, że męcząca podróż Velaronów wymaga teraz odpoczynku. Sami także udali się na spoczynek.
Rozpuściłam włosy i rozczesałam je dokładnie, poczynając już ostatnie przygotowania do snu. Sięgnęłam po świecę, osłaniając jej płomień dłonią i już miałam ją zgasić, gdy zobaczyłam mały, czarny cień przemykający za oknem. Wiedziałam, że czekając na wieści od starszego brata stawałam się coraz bardziej przewrażliwiona, wszędzie spodziewając się kruków, ale wiedziałam, że moja natura nie pozwoli mi tego zignorować.
Sięgnęłam po jeden z wełnianych, grubych kocy, narzucając go sobie na ramiona i biorąc w ręce świecę, wymknęłam się z komnaty, a następnie z budynku, wychodząc na wielkie podwórze i rozglądając się za ptakiem, którego cudem byłoby dostrzec w przenikającej ciemności, z którą nie mógł poradzić sobie nikły płomień osłanianej przeze mnie świecy i małe, błyszczące na niebie punkciki, gwiazdy, w które tak kochałam spoglądać. Teraz jednak jedynym, co chciałam widzieć, był kruk...
Słysząc za sobą skrzypienie kroków na śniegu, przyjęłam za pewnik, iż to podążający w moją stronę wilk, jednak chwilę później zauważyłam Kalę przy swoim boku, kroki zaś nie ucichły. Z lekkim przerażeniem, obróciłam się w stronę, skąd dobiegały, dokładnie w chwili, gdy mocniejszy podmuch wiatru całkowicie zdmuchnął drżący i osłaniany dotąd przeze mnie płomień świecy...

(Dalran? Proszę nie marudzić, świetnie piszesz :D )

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Szablon wykonała prudence. z Panda Graphics.