czwartek, 23 marca 2017

Od Arkadiusa C.D. Lyanny

Mimo iż cała ślubna ceremonia była dla mnie niezbyt szczęśliwym wydarzeniem, wiedziałem, że prędzej czy później król odda komuś rękę księżniczki, a ja nigdy nie miałem szans stać się tą osobą. W każdym razie, postanowiłem się nie smucić, widząc, że moja lady jest dziś szczęśliwa.
Podczas wesela zamieniałem przyjazne uwagi ze znajomymi mi rycerzami, lordami i damami oraz uprzejmie spławiałem wszystkie panny, które próbowały wykorzystać na mnie swe wdzięki. Niektórym jednak ulegałem, zapraszając je ku ich radości do tańca. Toastom wznoszonym za księżniczkę, jej męża i króla nie było końca, ja jednak miałem też swoje obowiązki i wolałem niektóre opuszczać. Zamierzałem do końca zachować trzeźwość umysłu.
- Kade? A niech mnie! W tym płaszczu ci do twarzy! - usłyszałem głos za plecami, po czym gruba, silna dłoń opadła na moje ramię. Obróciłem się, a widząc za sobą jednego z lordów chorążych ojca, nie mogłem powstrzymać uśmiechu.
- Tom - przywitałem się z mężczyzną uściskiem. - Przytyłeś jeszcze bardziej, czy tylko mi się wydaje?
Obaj parsknęliśmy gromkim śmiechem.
- Czego oczekujesz od starego człowieka? - zaśmiał się serdecznie. - Mam już wielkie bitwy za sobą, mam także piękną żonę i dzieci. A jeśli o tym mowa... Elia jest tutaj ze mną - przywołał do siebie gestem młodą, niską brunetkę o wielkich, migdałowych oczach.
- Mała Eli? - zapytałem z niedowierzaniem.
- Dorosłam, sir - powiedziała z uśmiechem, skłaniając się lekko.
Przypomniałem sobie, jak wiele razy witała do nas Tom razem z rodziną. Hawkinowie byli nie tylko chorążymi Firewoodów, ale także ich serdecznymi przyjaciółmi. Mała Elia - chociaż teraz już nie taka mała - była o trzy lata młodsza od mojej siostry, Seline. Często dziewczynki kręciły mi się pod nogami, gdy ćwiczyłem z braćmi lub dokuczały nam i starszym braciom Elii.
- Znam się od dziecka, Eli. Dla ciebie nie jestem sir, tylko Kade - zauważyłem ze śmiechem. - Co sprowadza was do Przystani?
- Gregor. Niedługo przybędzie do miasta, ma wstąpić do miejskiej straży - powiedział z dumą Gruby Tom. - Pomyślałem, że Elia także winna zostać w Królewskiej Przystani. Być może znajdziemy jej u odpowiedniego męża z dobrego rodu.
- Och, nie wątpię w to - uśmiechnąłem się, patrząc na szesnastoletnią dziewczynę. - Taka piękna dama na pewno skradnie serce wielu rycerzom i lordom, o ile nie książętom.
- Jesteś bardzo łaskawy - powiedziała dziewczyna i spłonęła rumieńcem. Postanowiłem, że umilę i sobie, i jej wieczór, zapraszając dziewczynę do tańca i wprowadzając ją w dworskie kręgi.
- Tomie, zamierzam porwać twoją córkę, by przedstawić ją kilku rycerzom i lordom. Podejrzewam, że nie masz nic przeciwko? W końcu towarzystwo ojca musi być bardzo nużące dla tak młodej i pięknej damy - dodałem żartobliwie.
Tom tylko się roześmiał, odwdzięczając się kilkoma uszczypliwymi komentarzami, zaraz jednak zniknął między ludźmi, a ja resztę wieczoru poświęciłem Elii i swoim obowiązkom.

***

Kilka dni po weselu, Królewska Przystań wracała do obowiązków i porządku. Nie dane mi było widzieć księżniczki od dnia jej ślubu, wiedziałem jednak, że zarówno mąż, jak i ojciec, zajmują całą jej uwagę. Stan króla znów się pogorszył, co pewnie musiało być wielkim ciosem dla jego jedynej córki.
Dziś do Przystani zawitał Gregor Hawkin, więc wieczorem, kiedy miałem czas, postanowiłem udać się do niego z wizytą. Rozmowa ze starym przyjacielem poprawiła mi humor, tak samo jak kilka pucharów wina, które wychyliliśmy razem. Do swojej komnaty wracałem więc nocą, kiedy księżyc wysoko wisiał już na niebie. Pod płaszczem ukryłem zerwaną w ogrodzie niebieską różę, którą zamierzałem wysłać przy pomocy jakiejś służki lub dziecka lady Lyannie, by chociaż w ten sposób poprawić jej odrobinę humor.
Po kilku krokach, zorientowałem się, że nie jestem w ogrodzie sam. Słyszałem czyjeś ciche, lekkie kroki i stąpanie ciężkich łap na zroszonej trawie. Moje przyzwyczajone już do ciemności oczy zauważyły wyłaniającego się z krzaków wilkora, w którym rozpoznałem Mortimera. Nieopodal zauważyłem szczupłą postać odzianą w futro. Księżniczka. Postanowiłem podejść do niej cicho, korzystając z chwili jej nieuwagi. Niezaprzeczalne było, że moje skradanie się zostałoby nagrodzone raną od miecza, gdyby u boku księżniczki był jakiś strażnik, mogłem jednak się założyć, iż była tu tylko z wiernym wilkorem. Zwierzę jednak nie zasygnalizowało jak dotąd mojej obecności, co znaczyło, że nie wyczuwa we mnie zagrożenia.
Kiedy stanąłem za Lyanną, księżniczka zaczęła się obracać, widocznie mnie słysząc, ja jednak przytrzymałem ją jedną dłonią, przykładając jej do ust palec i wolną ręką wyjmując spod płaszcza zimową różę, którą jej podałem, muskając w tym samym czasie jej szyję ustami. Powoli odjąłem palec od ust swojej lady.
- Arkadius - powiedziała, gdy tylko zobaczyła różę i obróciła się przodem do mnie.
- Księżniczko - szepnąłem ochrypłym głosem. Uniosłem dłoń do jej twarzy, by założyć jej za ucho zbłąkany kosmyk włosów. - Nie powinnaś wychodzić sama z zamku, w nocy. To niebezpieczne.
- Nie boję się - zapewniła mnie z uśmiechem. - Mam ze sobą Mo.
Spojrzałem na wilkora, który stał tuż za mną, gotów zaatakować mnie za choćby jeden niewłaściwy ruch. Przeniosłem wzrok na Lyannę, zamierzając powiedzieć jej, że to lekkomyślne i ryzykowne. Zamierzałem także dodać, że strażnicy za niedopilnowanie księżniczki dostaną ode mnie niezłą burę; gotów byłem im nawet pogrozić lub pokazać, co ich czeka, jeśli Lyannie chociaż włos spadnie z głowy.
Wszystkie słowa jednak uwięzły mi w gardle, gdy zobaczyłem jej łagodny wzrok. Nie mogąc się powstrzymać, objąłem ją w pasie ręką i pocałowałem. Tym razem było jednak inaczej, niż podczas ostatniego pocałunku. Nie byłem nieśmiały ani niepewny swoich czynów. Nasz pocałunek stał się gorączkowy i namiętny. Nie miałem pojęcia, czy to odwaga dodana przez wypite z Gregorem wino, czy tęsknota za księżniczką, której nie widziałem od kilku dni, jednak zachowywałem się dużo śmielej niż zazwyczaj. Kiedy oderwaliśmy się od siebie, oboje łapaliśmy oddech.
- Może i ty się nie boisz, pani, ja zaś lękam się, widząc, że jesteś tutaj w nocy, pozbawiona straży - wyszeptałem, muskając jej czoło ustami. - Mogłaś tu wpaść na wroga.
- Ale wpadłam tylko na ciebie - zauważyła, wzruszając ramionami.
- Mnie także powinnaś się strzec, księżniczko - westchnąłem, gładząc jej policzek. - Strzec tego, co mam ochotę z tobą zrobić... - dodałem ciszej. Zanim Lyanna zdążyła coś powiedzieć, znów zamknąłem jej słodkie usta w pocałunku.

(Lyanna?)
Mam nadzieję, że Kade nie przesadził xD

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Szablon wykonała prudence. z Panda Graphics.