środa, 30 listopada 2016

od Dalrana - cd Lyanny

Bitwa stoczona na błoniach nie należała do długich, ale nikt pozostający przy zdrowych zmysłach z pewnością nie określiłby jej także mianem miłej, lekkiej i przyjemnej - i, gdyby nie genialna strategia generała, Dalran był tego pewien jak mało czego w swym trzydziestodwuletnim życiu, to z pewnością można byłoby przypisać jej również miano przegranej. Na dodatek z kretesem.
- Panie.
Minęła chwila nim Dalran wyprostował się nad misą z wodą, sięgając po leżące obok płótno i wycierając twarz. Brud, pył i pot niespecjalnie mu przeszkadzały - był bądź co bądź żołnierzem, siłą rzeczy zdążył więc już dawno temu przywyknąć do braku luksusu, jakim stało się dla niego bycie całkowicie czystym - ale krew wroga zdawała się nieprzyjemnie palić go w policzki, zupełnie jakby postanowiła przyjąć na siebie część niechęci i narastającego z wolna w głębi serca mężczyzny obrzydzenia, jakie ten czuł na samą myśl o tej wojnie. Nigdy nie popierał walki ojca z rodem panującym, i choć nigdy nie odważył się również potępić jej otwarcie, to jednak trzeba było przyznać, że znał swoją rodzinę. Ojciec zaślepiony wizją korony spoczywającej na jego posiwiałej już z lekka głowie, brat ze swą impulsywnością i niepokojącymi tendencjami do wybuchów gniewu całkowicie nienadający się na króla. Dalran westchnął ciężko. Przyszłość państwa, niezależnie od liczby stoczonych bitew i ich wyników, malowała się w dość ponurych barwach.
Odwrócił się niespiesznie do stojącego wciąż u wejścia do namiotu służącego, unosząc brwi w oczekiwaniu na wieści, które ten z pewnością miał do przekazania, i w tym samym czasie starając się nie okazywać irytacji. To był długi i męczący dzień, a wyniesiona z porannych walk rana na przedramieniu, choć dość płytka i raczej niegroźna, nawet po opatrzeniu piekła nieprzyjemnie. Zasłużył chyba na odpoczynek i odrobinę spokoju, nieprawdaż?
Służący przestąpił z nogi na nogę, skłaniając z szacunkiem głowę.
- Panie, lord dowódca pragnie widzieć cię na naradzie w zamku.
Kolejne westchnienie, tym razem znacznie bardziej zrezygnowane. Dalran przetarł zmęczone oczy i ścisnął delikatnie mostek nosa. Potem opuścił rękę luźno wzdłuż ciała.
- Zjawię się. Możesz odejść - mruknął, nie zaszczycając sługi kolejnym spojrzeniem. Kątem oka zauważył jeszcze ukłon, materiał zaszeleścił miękko i mężczyzna znów był sam w swoim namiocie.
To był naprawdę długi i męczący dzień. A rzeczywistość, jak widać, wciąż miała mu jeszcze co nieco do zaoferowania.

_____


Zamek, pod którego murami rozbity został obóz, był zdecydowanie mały jak na standardy Westeros. Zbudowano go w starym stylu - grube ściany, niewielkie okna, wysokie wieże na każdym z pięciu rogów. Dalran poczuł dreszcz niepokoju przebiegający mu wzdłuż kręgosłupa, gdy na końskim grzbiecie przekraczał bramę dziedzińca, i znowu, gdy niemal godzinę później przemierzał zimne, surowe korytarze prowadzące do lochów. Było coś niepokojącego w tej budowli, coś, co sprawiało, że czujność mrowiła w każdym nerwie jego ciała, choć sam nie do końca potrafił określić dokładnie co to takiego.
Okrył się szczelniej podbitym grubym wilczym futrem płaszczem, starając choć odrobinę uchronić przed przejmującym chłodem - im głębiej schodził w czeluści zamku, tym dotkliwsze było zimno, gnieżdżąc się głęboko w jego kościach. Żaden spadek temperatur nie mógł jednak wyrzucić z jego głowy niedorzeczności planu, który właśnie mu przedstawiono, ani agresywnej zamaszystości, energii, widocznego niezadowolenia i złości z jego kroku. Branie wysoko postawionych społecznie zakładników nie było dla niego niczym nowym, oczywiście, jakże miałoby być. Ale trzymanie księżniczki w lochach, w zimnie, praktycznie bez straży?
- Postradali zmysły, jeśli sądzą, że to dobre rozwiązanie - mruknął sam do siebie, gdy pochodnią oświetlał sobie drogę przez pogrążone w ciemnościach podziemia.
Kolejny dreszcz, tym razem zabarwiony mocno obrzydzeniem, przeszedł go, gdy pochodnie w celi, zapalone przez samotnego strażnika pełniącego wartę u jej wejścia, rozjarzyły się wystarczająco, by mógł zobaczyć księżniczkę. I nagle był wdzięczny wszystkim możliwym bogom za półmrok, który być może choć odrobinę zakrył szok, jaki odmalował się na jego twarzy. Jeśli to było godne traktowanie więźnia, na dodatek kobiety, to Dalran był tanią wioskową kurwą.
- Przynieś jedzenie i wodę - rzucił gwardziście, prędko rozwiązując rzemienie trzymające płaszcz na miejscu i zbliżywszy się powoli, ostrożnie, zupełnie jakby podchodził do dzikiego zwierzęcia, pozwolił sobie narzucić go na ramiona dziewczyny. - Przykro mi, pani, że tak cię potraktowano. To nie miejsce dla wysoko urodzonej damy, a nawet zakładnik winien otrzymać choć minimalną ilość komfortu i wygody. Gdybym miał na to jakikolwiek wpływ, natychmiast przeniesiono by cię do jednej z zamkowych komnat.

Lyanna? Problem miałam z tym opkiem, więc wyszło jak wyszło. :<

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Szablon wykonała prudence. z Panda Graphics.