środa, 30 listopada 2016

Od Seline do Dalrana

- Wyprostuj się i patrz na materiał, nie za okno! - upomniała surowym głosem macocha, podchodząc do mnie i spoglądając na materiał sukni, na którym wyszywałam.
Kala leżała u moich stóp, powarkując cicho za każdym razem, gdy kobieta ojca podnosiła głos. Jednak ja już dawno przestałam zwracać na nią uwagę, po prostu robiąc swoje i co chwilę zerkając na błonia.
Po jakimś czasie zauważyłam, że ojciec wyszedł przed budynek, a na jednym z drzew wylądował czarny jak smoła ptak. Kruk. Wiadomość. Tak długo już czekałam...
Bez zastanowienia poderwałam się, strącając pyszczek wilka z moich stóp, a materiał nowej sukni z kolan i wybiegłam z pomieszczenia, zbiegając po schodach. Usłyszałam za sobą krzyk macochy i ciche truchtanie Kali, ale nie zwróciłam na nic uwagi, unosząc tylko rąbki sukni, by się nie przewrócić, gdy wybiegłam przed dom. Pognałam od razu do ojca, który zdążył już odczytać list i zwinąć go.
- Ojcze! - krzyknęłam, dobiegając do niego. - Co to za list? Napisał Arkadius? - zapytałam z nadzieją w głosie.
Ojciec pokręcił głową, spoglądając na mnie karcąco, gdy zobaczył, że jestem zasapana po biegu, a mój warkocz jest niechlujny i rozpleciony.
- Czy tak wygląda córka lorda? - skarcił mnie, patrząc mi w oczy, ale ja zamiast spuścić wzrok, jak przystało, wytrzymałam jego twarde spojrzenie, nieznacznie jednak pochylając głowę.
- To list od Arkadiusa? - powtórzyłam, a w moim głosie dało się wyczuć nutę zniecierpliwienia.
Tęskniłam za bratem, a tęsknota ta wzrastała z każdym dniem. Był dla mnie serdeczny i w większości przypadków wstawiał się za mną. Bez wahania mogłabym go nazwać przyjacielem, powiernikiem. A teraz zamartwiałam się, gdyż mijał kolejny miesiąc jego nieobecności, bez wieści, bez żadnej oznaki życia, gdy wyjechał na wojnę...
- To nie on - westchnął ojciec, a ja widziałam, że martwi się tak samo, jak i ja, chociaż starał się tego nie okazywać, skrywać emocje za fasadą chłodu. Już dawno zauważyłam, że to jest sposób ojca; najlepszy według niego i jedyny, jaki znał.
Odwróciłam się od ojca, ale zamiast w stronę domu, zaczęłam powoli iść w stronę drzew.
- Seline! - usłyszałam stanowczy głos ojca i odwróciłam się powoli. - Liczę na to, że doprowadzisz się do porządku do kolacji. Będziemy mieli gości, Lorda Velaryona z synem. Żądam, byś godnie się zaprezentowała.
Spojrzałam ojcu prosto w oczy i ukłoniłam się lekko, odwracając się do niego tyłem i idąc razem z wilkiem w stronę drzew. Ktoś mógłby pomyśleć, że ten ukłon był znakiem szacunku, lecz ojciec doskonale wiedział, że było to z mojej strony odrobinę prześmiewcze. Przemilczał to jednak i odszedł.

-----

Spoglądałam w odbicie w lustrze, w którym ukazywałam się ja i moja macocha, która teraz splatała moje kręcone włosy w wymyślny warkocz, wplatając w niego różne ozdoby.
- Ojciec mówił ci o swoich planach? - zapytała mnie, przerzucając mi zapleciony już warkocz przez ramię.
- O kolacji z lordem? - zapytałam, chociaż doskonale wiedziałam, że nie o to jej chodzi.
- O planach wydania cię za jego syna - powiedziała spokojnie, nie tracąc opanowania. 
Przymknęła oczy, wiedząc, że ojciec już raz próbował oddać moją rękę jednemu z lordów. Wiedziałam też, że lord Velaryon jest jego serdecznym przyjacielem. 
- Nie wzbraniaj się przed nim - szepnęła, pochylając się nade mną. - To dobry człowiek. Honorowy, o złotym sercu. Pamiętasz go?
Przemilczałam jej uwagi, podnosząc się z miejsca i wychodząc, a wilk powoli poszedł za mną.

-----

- Seline! - Doran podbiegł do mnie, łapiąc mnie za rękę. - Chodź!
Ukucnęłam przed bratankiem.
- Doran, zaraz przyjadą goście...
- Chodź! - poprosił, błagającym głosikiem. - Mama będzie krzyczeć, bo nie pozwoliła nam się wspinać... A Leia nie może zejść!
Westchnęłam ciężko, patrząc w jego oczy, takie same jak u mojego brata. Charakter chłopca i jego psoty z siostrą, przypominały mi lata, gdy sama miałam tyle wiosen, co oni.
Udałam się za chłopcem, a mój nieodłączny wilczy cień udał się za nami. Widząc małą Leię, która nie mogła zejść z muru na budynku starej stajni, westchnęłam i podciągnęłam nową, wyjściową suknię, by nie zniszczyć jej wspinaczką i położyłam nogę na wystającej z muru cegle, powoli i konsekwentnie wspinając się po dziewczynkę.
Kiedy już udało mi się jej dosięgnąć, mała złapała się mnie i razem z nią zeszłam niżej, a następnie zeskoczyłam na ziemię, brudząc lekko skraj sukni.
- Jadą, jadą! - krzyknął Doran, widząc pędzące w stronę domu konie, a ja złapałam dzieci za ręce, biegnąc razem z nimi w stronę domu, by zjawić się tam przed gośćmi. Gorzko pożałowałabym, gdybym u boku ojca i macochy nie witała lordów, wiedziałam to aż za dobrze.
Gdy zjawiłam się przed domem, stanęłam u boku ojca i braci, a dzieci pobiegły do matki. Lekko strzepnęłam ziemię z sukienki, uśmiechając się do bratanicy, która spoglądała na mnie zza spódnicy swojej mamy.
- Seline - usłyszałam karcący głos macochy, gdy zobaczyła, iż moje niesforne włosy znów uciekły z misternego warkocza. Ojciec też posłał mi wyrażające niezadowolenie spojrzenie, ale zobaczyłam, że trudno ukryć mu też pobłażliwość, która łagodziła jego ostre rysy twarzy.
Poczułam się pewniej, gdy Kala usiadła przy moich nogach, bacznie obserwując wjeżdżających na podwórze i zsiadających z konia gości. 
Gdy lord i jego syn zsiedli z koni, stajenni od razu odebrali od nich zwierzęta, a mężczyźni przywitali się z moim ojcem i obecnymi tutaj dwoma braćmi. Gdy ich wzrok zwrócił się na mnie, ukłoniłam się po królewsku, spuszczając nisko głowę.

(Dalran?)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Szablon wykonała prudence. z Panda Graphics.