wtorek, 29 listopada 2016

Od Lyanny do Dalrana

- Mhm... Andry? - zwróciłam się do rycerza. Jeden z giermków pielęgnował jego konia, a on sam mocował się ze swoją przyłbicą. Przygryzłam lekko wargę, nieco zirytowana faktem, iż nie otrzymałam odpowiedzi.
- Andry? - rzekłam głośniej, próbując ukryć zniecierpliwienie. Mężczyzna momentalnie się odwrócił i spojrzał na mnie swymi lodowato niebieskimi oczyma. 
- Tak, moja lady? - odpowiedział, jak gdyby nie przejmując się tym, co było nieuniknione. Jak zwykle, był zbyt pewny siebie i nie tracił humoru, wiedząc nawet, że być może nie dożyje poranka.
- Zdaje się, że dowódca cię wzywał - powiadomiłam, przymrużając lekko oczy. 
- W porządku, moja lady - ostatnie słowa wypowiedział z charakterystycznym mu wyolbrzymieniem. Dyskretnie przewróciłam oczami i odeszłam z gracją. Mimo, że nie miałam brać udziału w walce, i tak bałam się o swoje bezpieczeństwo. Różne rzeczy dzieją się na polach bitwy...

***

Okrzyk naszego dowódcy zakomenderował atak. Setki mężczyzn na koniach ruszyło przed siebie z niesłychaną prędkością, a sztandary z gryfem dumnie powiewały na wietrze. Usłyszałam również odległy wrzask velaryońskiego przywódcy, a potem wszystko zaczęło się rozkręcać. Grad strzał spadł na rozpędzonych rycerzy. Widziałam, jak niektórzy spadają z koni, mając przebite klatki piersiowe. Część ogierów się wywracała, ugodzona w szyję ostrą strzałą, zrzucając przy tym jeźdźców ze swych grzbietów.
Poczułam, że moje obawy musiały być zbędne. Teraz, gdy siedziałam wygodnie na moim koniu, wysoko, na pagórku, czułam się bezpieczniej, ale wciąż nie całkowicie. Mój ogier zastrzygł uszami, również przyglądając się bitwie i nasłuchując wielkiego hałasu, który z owej walki pochodził. Przymknęłam lekko oczy. Musieliśmy wygrać tę bitwę. Nie pozwoliłabym tym velaryońskim nędznikom zasiąść na tronie, który należał się tylko i wyłącznie mnie... O ile znajdę sobie męża, bo, jako kobieta, nie mogę sama sprawować władzy.
Nie możemy przegrać, nie możemy. Czułam okropną gulę w gardle i pierwszy raz od długiego czasu naprawdę się stresowałam. Pomyślałam, że mogłabym pojechać do bożego gaju poprosić o zwycięstwo, po prostu tam pobyć... Byle jak najdalej od tego pola, na którym właśnie trwała rzeź. 
Zawróciłam konia i, nie czekając na reakcję paru strażników wokół, pogalopowałam na dół wzgórza, w stronę spokojnego gaju. Przybywszy na miejsce, przywiązałam mojego wierzchowca do pierwszego drzewa, po czym ruszyłam w głąb lasku. Panował tu niezmierny spokój i niezakłócona cisza, co od razu spostrzegłam. Odetchnęłam rześkim powietrzem i usiadłam przy jednym z drzew. Przymknęłam oczy, po czym zaczęłam modlić się w myślach. Wiatr szumiał, liście szeleściły, a ja myślałam tylko o zwycięstwie, które było w tej chwili dla mnie tak ważne.
Niezmącony spokój przerwał cichutki szelest, nieco różniący się od reszty dźwięków natury. Rozwarłam powieki i, zanim zdążyłam się obrócić, ktoś przyłożył mi sztylet do szyi. Wstrzymałam oddech, przerażona, na początku próbując się jakoś wyswobodzić z uścisku, ale, po zdaniu sobie sprawy z ogromy zagrożenia, zastygłam w bezruchu.
- W bożym ga... - zaczęłam, czując nienawiść do osoby, która targnęła się na moje życie w świętym miejscu.
- Idziesz. Z. Nami. - powiedział powoli człowiek, a po paru sekundach milczenia poczułam ból w okolicach czaszki, by potem pamiętać jedynie ciemność.

***

Loch był paskudny.
Woda skapywała gdzieniegdzie z sufitów, a całe pomieszczenie było pogrążone w ciemności. Próbowałam wytężyć wzrok, by rozróżnić kontury przedmiotów wokół mnie, ale nie byłam w stanie. Po jakimś czasie zobaczyłam drobny ogniowy płomyk, a później całą pochodnię - ktoś do mnie przychodził. W lochach nie dostrzegłam żadnych innych jeńców, więc ten ktoś musiał przyjść do mnie. Kroki stawały się coraz głośniejsze, a z wszechobecnego mroku zaczęła się wyłaniać, w świetle pochodni, cała postać.
Zacisnęłam zęby, powstrzymując się przed obrzuceniem przybysza ciągiem obelg. Co ze mną będzie? Całe moje życie starałam się, żeby zasiąść na tronie i być bezpieczna, a wszystko to utraciłam w jednym momencie?

Dalran? Starałam się, aby było kreatywne :'))

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Szablon wykonała prudence. z Panda Graphics.