niedziela, 29 stycznia 2017

Od Arkadiusa C.D. Lyanny

Już chciałem coś powiedzieć, z mojego gardła jednak wydobył się tylko cichy, niezrozumiały szept. Odkaszlnąłem, mając nadzieję, że uda mi się coś powiedzieć, ale księżniczka szybko zareagowała, podając mi kielich z wodą.
- Pij - poprosiła. - I nic nie mów.
Upiłem trochę wody, zwilżając gardło, a lady zabrała naczynie, odstawiając je na stolik obok. Spojrzała na mnie z troską, a ja poczułem to dziwne uczucie, które pojawiło się także wtedy, gdy jej ślubowałem. Fakt, że cała uwaga księżniczki jest skupiona tylko i wyłącznie na mnie, że martwi się o mnie, była dla mnie bardzo cenna. Wyolbrzymiałem to chyba jednak za bardzo. Dla każdego innego Gwardzisty zapewne lady Lyanna zrobiłaby to samo. Miała zbyt dobre serce i była miłościwa. Nie zmieniało to jednak faktu, że jej poszukiwania mnie wpędziły ją na wrogie ziemie. Skoro zaatakowano tutaj mnie, Gwardzistę, to co mogło tu grozić księżniczce...
- Powinnaś wracać do Królewskiej Przystani, ma pani - szepnąłem cicho. - Roi się tutaj od twych wrogów.
- Nie jesteś jeszcze w stanie wracać - powiedziała łagodnie, wracając od opatrywania mych ran. Ostrożnie dokończyła smarowanie jakąś nieznaną mi maścią oparzeń na mej lewej ręce, unikając miejsc, w których ręka była złamana. - Byśmy wyruszyli w podróż, musisz wydobrzeć.
Pokręciłem lekko głową, nie chcąc, by księżniczka Lyanna narażała się jeszcze bardziej, niż dotychczas. Wiedziałem, że zawdzięczam jej życie i że prawdopodobnie gdyby nie ona, umarłbym z wychłodzenia lub znaleźliby mnie sługusy Velaryon'ów. Kiedy lady Lyanna odnalazła mnie w lesie, myślałem, że mam już omamy, że umieram. Widząc w mroku jej twarz, piękną jak zawsze, nie mogłem uwierzyć, iż to naprawdę ona.
Moja radość z jej widoku nie trwała jednak długo, gdyż od razu zacząłem drżeć o jej życie. Roiło się tu od Velaryon'ów i ich popleczników, których celem było przejęcie tronu. Niespodziewaną uciechą byłoby dla nich pojmanie księżniczki, która przebywała akurat w ich stronach. Nie mogłem nawet myśleć, by Lyanna przeżyła chociaż ułamek tego, co ja, z ręki moich oprawców. Zabolałoby mnie to o wiele bardziej, niż doznane z ich ręki krzywdy.
Jeśli chodziło o jej bezpieczeństwo, ufałem tylko sobie, a tak się składało, że teraz nie byłbym w stanie jej ochronić, mimo największych chęci. Byłem całkowicie nieprzydatny, a tylko ściągałem na wszystkich niebezpieczeństwo.
- Mimo wszystko, powinna księżniczka... - zakaszlałem, zaraz przejmując przerwany wątek. - Powinna księżniczka wziąć najlepszych rycerzy i uciekać od niebezpieczeństwa. Gdy... Gdy będę w stanie, razem z kilkoma pozostałymi, wrócę, by nadal ci służyć, ma pani.
- Jeśli zostawiłabym cię z kilkoma zaledwie rycerzami, niechybnie by was wszystkich tu wybili - powiedziała spokojnie księżniczka. - Zaczekamy kilka dni, nim ruszymy w drogę - postanowiła, a jej ton oświadczał, iż nie znosi żadnych sprzeciwów.
- Najcenniejsze jest twoje życie, pani. Proszę, miej to na uwadze - szepnąłem, przymykając lekko oczy.

(Lyanna?)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Szablon wykonała prudence. z Panda Graphics.