wtorek, 24 stycznia 2017

Od Willa

Wiatr był silny - tak, że momentami aż nie mogłem zaczerpnąć oddechu. Zefir też już najwyraźniej nie chciał dalej iść, gdyż ciągle się buntował i stawał w miejscu.
- No dalej, dalej. - próbowałem go zachęcać. Zostało jeszcze naprawdę sporo drogi przed osiągnięciem celu podróży, a jednak przez ostatnią godzinę nie przebyłem żadnej znaczącej trasy. Co chwila patrzałem za siebie, by kontrolować sytuację. Bestia, moja wilczyca, podążała wiernie za mną, stawiając opór beznadziejnej pogodzie, więc nie musiałem się o nią zbytnio martwić. Zadecydowałem, że przy najbliższej okazji będę musiał gdzieś się zatrzymać, by znaleźć jakiekolwiek schronienie, inaczej Zefir zupełnie już odmówi posłuszeństwa i nie będzie w stanie ruszyć się ani kroku dalej.
Jakież szczęście mnie rozpierało, gdy zobaczyłem przed sobą nie najmniejszych rozmiarów twierdzę, której wcześniej nigdy nie widziałem i nie miałem pojęcia, do jakiego rodu mogła należeć. Zignorowałem jednak ten fakt i momentalnie zeskoczyłem z konia. Wziąłem go za uzdę i doszedłem do masywnych bram o własnych siłach, trzymając swego wierzchowca, by nie uciekł. Ostatecznie dotarłem pod nieznajome mury i spojrzałem w górę, szukając jakichkolwiek strażników czy ludzi tego typu. Ze względu na wysokość budowli, nie dostrzegłem nikogo na jej szczycie.
- Halo?! - zawołałem, wypatrując żywej duszy i starając się przekrzyczeć szumiący głośno wiatr - Halo? Jest tu ktoś?
Zza muru wychylił się raczej starszy ode mnie mężczyzna, a, wytężając wzrok, na jego twarzy dostrzegłem zirytowanie faktem, że ktoś przeszkodził mu w odpoczynku na ciepłych baranich skórach.
- Czego? - odkrzyknął, a raczej odwarknął groźnie.
- Czy znalazłbym tu schronienie, chociażby na noc? - zapytałem z nadzieją - Wiatr jest bardzo silny, mój koń jest wyczerpany. Nie mam gdzie odpocząć.
- Skąd mogę wiedzieć, że nie jesteś szpiegiem, mordercą czy licho wie czym jeszcze? - zapytał strażnik oskarżycielskim tonem, a ja zmarszczyłem brwi.
- A jak mógłbym ci to, kurwa, udowodnić? - odparowałem, nie zastanawiając się dłużej nad wypowiedzią - Czy wyglądam na kogoś takiego? Jestem. Zwyczajnym. Rycerzem.
- Godność? - zapytał już o wiele bardziej wnerwiony mężczyzna.
- Will Carter, dom Trant. - zawiadomiłem, a nadzieja została mi przywrócona. Spojrzałem z wyczekiwaniem na postać strażnika, który zniknął na chwilę. Czekałem parę chwil, z każdą kolejną sekundą zastanawiając się jednak, czy mam czuć się zrezygnowany. Omal nie podskoczyłem z radości, gdy brama zaczęła się powoli otwierać, a za nią dostrzegłem gburowatego strażnika, jakąś damę i, jak przypuszczam, jej służki. Pokłoniłem się nisko, spuszczając głowę.
- Dziękuję, dobra pani, za przyjęcie. - rzekłem z wdzięcznością - Nie zabawię tu długo, tylko jedną noc. Mam nadzieję, że moja obecność nie sprawi większego problemu.

Seline? ^^

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Szablon wykonała prudence. z Panda Graphics.