wtorek, 31 stycznia 2017

Od Tommena C.D. Margaret

Wracałem właśnie z dalekiej wyprawy do rodzinnego domu, wędrując przez sąsiedni gród, gdy mój ogier zatrzymał się, nie chcąc dalej iść. Wiedziałem, iż jego opór wynika z pragnienia, a mądre zwierzę słyszało między drzewami szum wartkiego strumienia. Chcąc nie chcąc, musiałem zrobić więc kolejny na mej trasie przystanek. Zsiadłem z rumaka, prowadząc go do potoku, a gdy usłyszałem szczekanie psa, zaważyłem, że nie jestem tu sam.
Moim oczom ukazała się zabawna scena, ponieważ gdy pies wydał z siebie głośny, szczekliwy dźwięk, najwyraźniej będąca jego właścicielką niewiasta, przestraszona wpadła do wody, zanurzając się w niej do kolan Widziałem, że zgubiła coś pod lodem, więc czując się poniekąd współwinny zaistniałej sytuacji, ruszyłem żwawszym krokiem na pomoc kobiecie.
Jej wierny kompan nie dawał spokoju i swym szczekaniem uprzedzał ją o mojej obecności, którą najwyraźniej zdążyła już zauważyć. Podszedłem więc bliżej, witając się z nią lekkim ukłonem.
- Mogę w czymś pomóc, pani? - zapytałem, od razu rozpoznając po jej szatach, iż musi być córką lorda lub kogoś o dość wysokiej pozycji społecznej.
- Raczej nie ma już w czym - odparła cicho, pokazując mi przemokniętą książkę. - Pożytku z niej już nie będę miała.
Spojrzałem na jej buty i skraj sukni, które były przemoknięte i uśmiechnąłem się lekko.
- Z ubrania także - zauważyłem. - Mokre nie pomaga w utrzymaniu ciepła. Powinna się lady przebrać, zanim przemarznie doszczętnie.
- Skąd wiesz, iż jestem lady? - zapytała wprost.
- Widać to po zachowaniu, sposobi mówienia, szatach - zacząłem wymieniać z uśmiechem i ująłem jej dłoń. - Sir Tommen Firewood, rycerz - przedstawiłem się, muskając ustami wierzch jej drobnej dłoni.

(Margaret?)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Szablon wykonała prudence. z Panda Graphics.