niedziela, 29 stycznia 2017

Od Barristana C.D. Ariany

Niech to szlag trafi!
Myśl, stary, myśl! Akurat gdy najbardziej potrzebowałem jakiegoś szybkiego pomysłu, nie byłem w stanie na żaden wpaść. Co chwila spoglądałem w stronę tych spasionych mężczyzn, którzy byli o krok od zrobienia krzywdy dziewczynie. Trochę słabo. Nie dość, że ci ludzie, którzy ją gonią, czyhają zapewne na moje życie, to jeszcze lord od Starków będzie chciał mej głowy za to, że nie obroniłem jego córki. Odwróciłem się z powrotem i zamarłem. Czy to nie było to psisko mej kompanki? Widocznie na chwilę obecną pozbyło się nienawiści do mnie i poczęło rozgryzać więzy u mych dłoni. Drzewo było dostatecznie szerokie, by z perspektywy zbójców nie było widać domniemanego wilkora, więc zdecydowałem się jakoś ich zagadać, żeby jak najbardziej spowolnić ich zamiary. 
- Ejej, panowie! - wykrzyknąłem z wyrzutem, włączając mój tryb aktorski - Nie podzielicie się trochę? Jak to? Gdzie męska solidarność?
- Miałeś ją wcześniej, było brać wtedy! - odkrzyknął jeden z nich, po czym znowu powrócili do popijania wina i rechotania na widok rozbieranej dziewczyny.
Fakt. To był zły argument.
- Szybciej, mordo! - pospieszałem wilka, aż wreszcie udało mu się rozgryźć sznury. Wstałem szybko acz bezszelestnie i zacząłem się poruszać pomiędzy drzewami. Pod jednym z nich mieli składzik z bronią i, dzięki bogom, na samym wierzchu góry rozmaitej maści broni leżał mój ukochany (i drogi, kurde, ile ja za niego dałem!) miecz z valyriańskiej stali. Sporo czasu dodał mi fakt, że ten tłuścioch zaczął walczyć z chudzielcem o to, kto pierwszy skorzysta z "zabawy". Chowając się między drzewami, wyręczyłem chudego, wyskakując z ukrycia i podcinając grubemu gardło. Wszyscy od razu zerwali się z miejsc, zaskoczeni, i dobyli swych sztyletów. Kuźwa, długo tu nie wytrzymam w pojedynkę przeciw bandzie spasionych zbójów. Nie wiedziałem, czy powinienem żałować mojego zgrywania "rycerza na białym koniu" (biały koń w sumie się zgadzał), ale nie było teraz czasu na wytykanie swych błędów. Całe szczęście, że po chwili szanse nieco bardziej się wyrównały, gdyż podbiegł do mnie również wilk Starkowej, rozszarpując naszym wspólnym wrogom gardła.
Nie powiem, robiło się ciekawie.
- Ubierajże ten płaszcz i leć! - krzyknąłem do dziewczyny, nie odwracając wzroku od przeciwników. Nie możesz przestać się skupiać. Patrz im w oczy, Barristan. W oczy. W oczach wymalowane są wszystkie zamiary. W momencie faktycznego zagrożenia życia przypominałem sobie wszystkie lekcje i rady mistrza Reeda, tego młodego wojownika z południa, który nauczył mnie porządnej walki, kiedy byłem jeszcze osiemnastoletnim skrzatem. Miałem go w głowie, kiedy ładowałem ostrze miecza w cielska zbójów, kiedy ich wywracałem i kiedy się cofałem, by uniknąć ciosu.
Rozzuchwaliłem się, nie powiem. Po chwili zacząłem bardziej się skupiać na wymyślności i wspaniałości mych ruchów, aniżeli ich skuteczności. Powstrzymywałem się przed tryumfalnym śmiechem przy każdym udanym pchnięciu mieczem.
Do czasu.
Do czasu, aż ten herszt, który uczestniczył również w pierwszym napadzie na nas, zamachnął się swym cholernym mieczem i, celując co prawda w mą czaszkę, po mym szybkim (choć, najwyraźniej niedostatecznie) zahaczył o moje ucho. Krzyknąłem z tak niespodziewanego bólu, kuląc się i przykładając rękę do rany. Nie rozciął mi, na szczęście w nieszczęściu, całego, a "jedynie" jego połowę, co i tak bolało niemiłosiernie. Dłoń, którą przyłożyłem do mego ucha, a raczej jego pozostałości, natychmiast zalała się krwią. Teraz mnie mają. Mężczyzna już szykował się do ostatecznego ciosu, który natychmiast pozbawiłby mnie życia, gdy niespodziewanie jego szyję przeszyła strzała. Pomimo nieustającego, przeszywającego bólu odwróciłem się, zdumiony, w stronę, z której nadleciała strzała. Czyżby młoda lady Stark skrywała jakieś waleczne serce? Nie wiem, skąd dama nabyła umiejętności strzelania z łuku, ale na pewno ratuje mi dupę.
Gdy wszyscy mężczyźni (choć nie było ich AŻ TAK wielu, przynajmniej na razie) już leżeli, martwi bądź umierający, podbiegłem w stronę dziewczyny. Wciąż zasłaniałem swoje ucho, desperacko próbując jakkolwiek zatamować krwawienie.
- Chodźmy, tam widziałem przywiązane konie. - stęknąłem, próbując zamaskować mą słabość.

Ariana? ^^

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Szablon wykonała prudence. z Panda Graphics.