sobota, 28 stycznia 2017

Od Lyanny C.D. Jimmiego

- Mieszanka niedźwiedzia i wilka? - ciężko mi było powstrzymać się od wybuchnięcia śmiechem, zachowałam jednak, jak przystało na damę, niewzruszoną minę - A w tej bajce były smoki?
- Mówię to, co usłyszałem. - najwidoczniej męska duma Jima została poważnie naruszona przez moją zgryźliwą uwagę. Wykrzywiłam kąciki ust w półuśmiechu, który sam wdarł się na moją twarz. Pokiwałam głową z powątpiewaniem.
- Czego to ci chłopi nie wymyślą. - mruknęłam.
- Skądś jednak tę historyjkę wytrzasnęli. - zauważył - Może coś, co ich nęka, nie jest akurat niedźwiedzio-wilkiem, ale pewnie czymś jest.
- To mogą być zbóje. - stwierdziłam bezceremonialnie - Paru chłopów zakrzątało już memu ojcu głowę o jakieś stwory i inne bzdury. Ilekroć wysłał tam któregoś z rycerzy, każdy wracał z niczym. Nie mam pojęcia, o co może im chodzić. Nic tu nie...
Moją wypowiedź przerwał przeraźliwy ryk, dochodzący z odległości może paruset metrów. Spojrzeliśmy oboje w tamtą stronę, zaskoczeni, a potem na siebie. Wzruszyłam ramionami pytająco, a Jim podniósł do góry celownik kuszy, kierując go w pustkę przed nami. Mortimer pobiegł w tamtą stronę, nie zwracając uwagi na moje krzyki.
- Mo! - zerwałam się - Wracaj! 
Wilkor zignorował moje nawoływania i wkrótce zniknął w ciemności, za jakimś krzewem. Rzuciłam jeszcze raz przelotne spojrzenie na Jima, po czym szybkim krokiem ruszyłam za moim zwierzakiem.
- Księżniczka zaczeka! - zawołał, opuszczając kuszę - To coś może być właśnie tam!
- Kuźwa, nie obchodzi mnie to! - odparłam, nie odwracając nawet głowy - Tam jest Mortimer!
Nie musiałam długo iść, gdyż już za gęstwiną bzowych krzaków dostrzegłam znalezisko wilkora. Nie był to co prawda ów legendarny stwór, ale przyznam, że coś o wiele ciekawszego. Na ziemi leżał wijący się w agonii ranny jeleń. Nie taki zwykły jeleń, a taki dorodny, rosły i piękny. Jego bok był niemalże rozszarpany, ale nie na tyle, by zapewnić mu natychmiastową śmierć. Chciałam już przywołać do siebie Jima, gdy właśnie przybył. Spojrzał na męczące się zwierzę ze zdumieniem, reagując tak samo,  jak ja chwilę wcześniej.
- Dobij to biedne zwierzę, żeby się nie męczyło. - poprosiłam go, unosząc głowę. Ten skinął lekko i, kucnąwszy, poderżnął jeleniowi gardło tak, że zwierzę wreszcie zdechło - Kurna, co to może być za stwór? Spójrz tylko na tę ranę... Jest przerażająca.
Wtem usłyszeliśmy znowu ten sam przyprawiający o gęsią skórkę ryk, tylko teraz bliżej.

Jimmy? 
Robi się groźnie vol. 2 xD

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Szablon wykonała prudence. z Panda Graphics.