niedziela, 29 stycznia 2017

Od Lyanny C.D. Jimmiego

Po krótkim wahaniu ze względu na trwogę o bezpieczeństwo Mortimera (no i może troszkę Jimmiego), popędziłam konia i ruszyłam szybkim kłusem pod zamek. Ukryłam się pod murem, przy drzewie, tak, aby potencjalni mniej życzliwi strażnicy mnie nie zauważyli i nie donieśli ojcu o mych nocnych eskapadach. Otuliłam się mocniej futrem, gdyż robiło się coraz chłodniej, ze względu na późną porę. Przywiązałam konia, na którym przyjechałam, do brzozy nieopodal mnie, po czym usadowiłam się pod murem. Walczyłam ze sobą ze wszystkich sił, żeby tylko nie zasnąć, co było, jakby nie patrzeć, niezwykle trudne. Musiałam być czujna i uważać, czy nie zbliża się jakiś zwierz albo zły człowiek, czyhający na moje życie. Czas strasznie mi się dłużył, dlatego zajęłam się rozmyślaniem i splataniem sobie luźnych warkoczyków. Po jakimś czasie, ku mej ogromnej uciesze, usłyszałam szczekanie. Wkrótce później zza leśnych drzew wynurzył się Mortimer, merdając ogonem i biegnąc w moją stronę. Niedaleko za nim szedł szybkim krokiem również Jimmy, z lekko ubrudzonymi nie swoją, jak mniemam, krwią dłońmi. Odetchnęłam z ulgą. Zarówno wilkor, jak i mężczyzna, byli cali, zdrowi i bezpieczni. Nie byłam zbyt zadowolona faktem, że przyłapałam się na myśleniu o bezpieczeństwie Jima. Moja mózg krzyczał: "Ogarnij się, Lyanno, nie-na-wi-dzisz go!", serce natomiast szeptało nieśmiało: "Jak dobrze, że wrócił. To dobry człowiek". Nie chciałam okazywać swej radości z faktu ponownego spotkania z mężczyzną, ale niezbyt mi się to udało.
- Dobrze, że jesteś. - wstałam i podeszłam do niego - Widzę, że rozprawiłeś się z ową bestią. Sądząc po przerażeniu chłopów... No i tym jeleniu, którego znaleźliśmy... Zwierz był silny. To świadczy o twych umiejętnościach, że się z nim rozprawiłeś. Zrobiłeś wiele dobrego dla mieszkańców wioski, a tym samym dla korony, uwalniając chłopów od zmory tej bestii. - ostatnią regułkę wypowiedziałam bardziej z faktu, że tak wypada, a nie od serca - W każdym razie, jestem ci niezwykle wdzięczna, Jim. - podeszłam jeszcze trochę bliżej, uśmiechając się delikatnie. Mo podszedł do mnie, siadając tuż przy mym boku.

Jimmy? :3

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Szablon wykonała prudence. z Panda Graphics.