środa, 25 stycznia 2017

Od Seline C.D. Willa

Podczas mroźnego wieczoru moim jedynym zajęciem było siedzenie w swej komnacie, w blasku świecy i staranne kaligrafowanie listów do braci, będących poza domem, jak również do ojca. Jako rycerze, często bywali nieobecni w domu, nie wspominając już o Robbie, który jako Brat z Nocnej Straży, nie bywał tutaj wcale. Ojciec wyjechał zaś dziś rano na spotkanie z Braćmi, zdawało się, że wróci nieprędko. Z westchnieniem dokończyłam pisanie i zebrałam zwinięte w rulony listy, zaklejone woskiem z odciskiem pieczęci naszego rodu, niosąc je do wieży z krukami.
Podczas wędrówki przez zacienione korytarze, nie słyszałam żadnego szurania kroków ani cichych rozmów, byłam więc pewna, że bratankowie już śpią, a macocha i bratowa okupowały zapewne swoje komnaty lub wydawały polecenia służącym.
Wypuściłam kruki, po czym wyszłam z wieży, zamierzając już wrócić do mej komnaty. Pogoda nie była moim sprzymierzeńcem, ciągle dokuczały mi dreszcze i gorączka, malując na mej zawsze bladej twarzy szkarłatne plamy. Miałam zamiar zażyć przygotowane mi przez maestra leki i odpocząć trochę, najchętniej przy ciekawej lekturze.
Moje rozmyślania przerwały kroki, których echo rozchodziło się po pustym, kamiennym korytarzu. Po chwili zobaczyłam zbliżające się do mnie dwie służki, które ukłoniły mi się lekko.
- Przybysz zawitał do naszych bram, lady - powiedziała Maureen, starsza z dziewcząt. - Strażnik posłał po ciebie, pani, byś zadecydowała, czy chcesz okazać mu gościnę.
Skinęłam lekko głową, kierując się razem z panienkami w stronę wyjścia z budynku. Na zewnątrz od razu owionęło mnie zimne powietrze, nie zdołało jednak schłodzić mej rozpalonej skóry. Szybkim gestem naciągnęłam kaptur mej szaty na głowę, chcąc chronić się chociaż minimalnie od wiatru.
- Jakiś problem, Airisie? - zwróciłam się do strażnika, który najwyraźniej czekał na mnie.
- Rycerz domu Trant, moja pani, prosi o schronienie - wyjaśnił, kłaniając się lekko. - Uznałem jednak, że nie byłoby rozważnym posunięciem wpuszczać w nasze bramy obcego, gdy lorda Firewooda ani jego synów nie ma w domu.
- Podczas ich nieobecności jesteś zmuszony słuchać rozkazów lady, nie samemu wydawać osądy - usłyszałam karcący głos zbliżającego się do nas rycerza. 
- Dziękuję, sir Richardzie - odpowiedziałam starszemu mężczyźnie lekkim uśmiechem. Widząc, jak ten wygląda przez okienko dla strażnika, przypatrywałam mu się zaciekawiona.
- To na pewno chłopak Carterów, moja pani - zapewnił mężczyzna. - Rycerz Trantów.
- W takim razie, Airisie, nie każ naszemu gościowi dłużej czekać na takim mrozie - rozkazałam. 
Strażnik wymruczał pod nosem coś o nierozwadze, co puściłam mimo uszu, sir Richard nie był jednak tak łaskawy i wiedziałam, że gdy tylko zniknę im z oczu, wierny rycerz dość brutalnie nauczy strażnika szacunku do mojej osoby. Tym razem jednak nie zamierzałam protestować.
Kiedy brama zaczęła się lekko uchylać, a czekający przed nią przybysz wszedł do środka, widziałam ulgę na jego twarzy, która niemal zamaskowała olbrzymie zmęczenie rycerza. Pokłonił się on nisko, spuszczając głowę.
- Dziękuję, dobra pani, za przyjęcie. - rzekł z wdzięcznością - Nie zabawię tu długo, tylko jedną noc. Mam nadzieję, że moja obecność nie sprawi większego problemu.
- Każdy członek lub poplecznik rodu Trant znajdzie u nas schronienie - zapewniłam spokojnie. - I nie jest to problem, a zaszczyt, gościć w tym domu naszych przyjaciół. Musisz być wykończony, panie.
- Nie mogę zaprzeczyć. Jednak martwię się o mego konia, który jest równie zmęczony podróżą - rzekł rycerz, najwyraźniej martwiąc się o zwierzę. Zobaczyłam, że oprócz wierzchowca, towarzyszy mu także wilk, nieopuszczający na krok jego boku.
- Sir Richardzie, mógłbyś rozkazać sługom zaprowadzenie konia do stajni i należyte zajęcie się nim? - zwróciłam się do starego rycerza, który usłużnie skinął głową.
- Oczywiście, lady Seline - powiedział bez chwili wahania. - Co tylko sobie życzysz.
- Nakażcie kucharkom przygotować ciepłą strawę i powiadomcie matkę o naszym gościu - rozkazałam służkom, które już zniknęły, by wykonać powierzone im przez mnie zadanie. - Proszę za mną, sir. Wskażę panu odpowiednią komnatę, gdzie będzie mógł sir zaznać odpoczynku przed kolacją.

(Will? ^^ )

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Szablon wykonała prudence. z Panda Graphics.