środa, 25 stycznia 2017

Od Ygritte C.D. Jimmiego

Zostałam obudzona przez jedną ze służek w pałacu ojca. Kobieta była jak zawsze uśmiechnięta i pełna życia. Mruknęłam tylko coś niewyraźnie, przekręciłam się na brzuch i zatapiając twarz w poduszkach.
- Lady musisz wstać. - Powiedziała po raz kolejny.
- Po co? - Warknęłam.
- Twój Pan Ojciec ma bardzo ważną sprawę.
Niechętnie podniosłam głowę i odgarnęłam włosy z twarzy.
- Nie wiesz czego chce? - Zapytałam.
- Nie mam pojęcia Lady.
Westchnęłam lekko rozdrażniona. Podniosłam niechętnie swoje ociężałe ciało z łóżka i ubrałam się w błękitną suknię. Rozczesałam włosy i znowu zaplotłam na nich przeróżne warkocze.
Razem z Siggy zeszłyśmy do sali jadalnej. Tam siedział już tylko mój ojciec. Stół był jeszcze zasłany jedzeniem, które przygotowali nasi kucharze. Usiadłam na jednym z wielu krzeseł, sięgnęłam po chleb, po czym nałożyłam sobie jeszcze jakieś mięso na talerz. Nastała chwila ciszy, czułam jednak cały czas na sobie baczny wzrok.
- Ygritte. - Zaczął poważnie.
- Tak? - Uniosłam głowę i spojrzałam prosto w oczy ojcu.
- Chciałbym, abyś jeszcze dzisiaj wyjechała.
- Gdzie? - Zdziwiło mnie to, co właśnie usłyszałam.
- Razem z matką znaleźliśmy potencjalnego kandydata na męża dla Ciebie.
„Co kur.wa?!” taka była moja pierwsza myśl. Nie dałam jednak tego po sobie poznać. Ojciec mówił skąd pochodzi ten mężczyzna.
- Wyjeżdżasz dzisiaj po obiedzie. - Tymi słowami zakończył rozmowę i wyszedł.


*** Dwa dni później ***


Jak się okazało mężczyzna, z którego mam wyjść za mąż ma na imię Wilhelm. Jest to stary gbur o sporej nadwadze uważający się za boga. Każda chwila z nim była dla mnie męczarnią, ale musiałam pokazać się z jak najlepszej strony. Jednak podczas obiadu przesadził. Siedziałam obok niego, rozmowa przybrała luźną formę. Nagle poczułam, jak jego obleśna łapa ląduje na moim udzie i kieruje się coraz wyżej. Nie wytrzymałam, wzięłam widelec i wbiłam mu go w nogę. Krzyk bólu rozszedł się po całej sali. Wszyscy nagle zamarli, a zboczeniec darł się dalej wniebogłosy. Przeprosiłam wszystkich i odeszłam od stołu jak gdyby nigdy nic. Poszłam do swojej komnaty, tam się przebrałam w ciemnobrązowe spodnie i białą koszulę. Obcasy zamieniłam na zwykłe płaskie buty. Przypięłam do dolnej części odzienia dwa noże, tak na wszelki wypadek. Poprosiłam jakąś służkę, aby przekazała Lordowi, że poszłam się przejść.
Moje kroki skierowałam oczywiście w stronę lasu. Na miejscu zaczęłam błądzić po zalesionym obszarze. Długo nie było trzeba czekać aż się zgubię.
- Zajebiście. - Warknęłam cicho pod nosem.
Właśnie przedzierałam się przez kolejne krzaki. Pech chciał, że moja koszula zaczepiła się o gałązkę.
- Kur.wa mać! - Syknęłam głośniej i pociągnęłam materiał. W końcu on puścił, a ja zrobiłam kilka kroków w tył. Tym samym znalazłam się na drodze. Byłam zbyt zajęta sobą na tyle, że nie słyszałam nadjeżdżającego jeźdźca.
Dosłownie sekundę później, a wylądowałabym pod kopytami karego konia. Wierzchowiec wierzgał i rżał jak opętany. Uniosłam dłonie w geście obronnym, aby uspokoić zwierzę. Nawet nie musiałam się specjalnie męczyć nad uspokojeniem rumaka.
- Ślepy jesteś?! A może chcesz nim zostać?! - Warknął na mnie chłopak. Jednak po chwili chyba dotarło do niego, że nie jestem chłopakiem. Wydawało mi się jakby był lekko zmieszany.
- Jak widać oczy mam i wszystko widzę. - Odpowiedziałam głaszcząc konia po pysku.
- Czy Ty w ogóle masz rozum? Życie Ci niemiłe?! Chcesz to zaraz, to zakończymy. - Mrukną niezadowolony.
- To ma być groźba czy prośba?
- Sama sobie wybierz. - Odpowiedział bez wahania sięgając po nóż. Odruchowo zrobiłam to samo.
- Spróbuj, a przekonasz się, co możesz stracić. - Syknęłam.
- Nie będzie mi grozić jakaś pierwsza lepsza dziewka. Nie z takimi sobie radziłem.
Po tych słowach rzucił się na mnie, a ja go zablokowałam i odepchnęłam.
- Cicho! - Do moich uszu dobiegał tętent końskich kopyt.
- Nie będzie mnie uciszać jakaś baba! - Krzyknął.
- Rób jak uważasz, ale ja spadam. - Mruknęłam i po tych słowach chciałam zacząć uciekać w las, jednak nieznajomy złapał mnie za ramię.
- Nie tak szybko. Mi nie uciekniesz.
- Przed Tobą? - Prychnęłam śmiechem. - I co jeszcze? Nie mam zamiaru raczej rozmawiać ze strażą Lorda Wilhelma. - W jego oczach zobaczyłam chwilę wahania się. Wyszarpnęłam rękę i rzuciłam się do biegu. Chłopak jak się okazało ruszył na swoim wierzchowcu za mną. Bez wysiłku mnie wyprzedził. Olałam ten fakt w zupełności, teraz miałam tylko ochotę uciec przed strażnikami jak najdalej. Po kilkunastu minutach zatrzymałam się na niewielkiej polanie. Usiadłam pod drzewem i odetchnęłam z ulgą. Samotnością jednak się nie nacieszyłam zbyt długo. Już po chwili na drugim końcu zjawił się chłopak ze swoim koniem.
- Czego jeszcze chcesz?
- Zniszczyłaś moje plany.
- Mam się teraz rozpłakać i błagać Cię o wybaczenie? - Zaśmiałam się.
- Mogłabyś. - Mruknął schodząc z konia.
- Niedoczekanie Twoje. A co jesteś królem czy może jego synem? - Uśmiechnęłam się szyderczo.
- Odezwała się wielka księżniczka. - Warknął.
- Księżniczka może nie, ale córka lorda Velaryon. - Podniosłam się, a uśmiech mój zniknął mi z twarzy.

Jimmy? ^^

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Szablon wykonała prudence. z Panda Graphics.