środa, 25 stycznia 2017

Od Lyanny C.D. Jimmiego

- Lady! - septa Annara spojrzała na mnie gniewnie - Nie patrz za okno, tylko wyszywaj.
Zmarszczyłam brwi, odwracając twarz w jej stronę. Po chwili powróciłam do monotonnego wyszywania kwiecistych wzorów na sukience. Moja matka, gdy jeszcze żyła, uwielbiała moje dzieła. Gdy tylko do Królewskiej Przystani zawitali jacyś goście bądź gdy urządzano różnorakie bale, zawsze byłam jej perełką i chwaliła się mną przed przybyszami. Wszyscy uśmiechali się wtedy wesoło i komplementowali mą urodę - nie wiem, czy szczerze, czy z chęci przypodobania się królowej. Zerknęłam jeszcze raz na moją pracę - ta akurat nie podobała mi się aż tak bardzo, chociaż septa twierdziła inaczej.
- W tym miejscu - przejechała dłonią po gładkim materiale - użyłabym złotej nici. Wpasowałaby się idealnie w kompozycję.
Westchnęłam w duchu. Z całego serca nienawidziłam szycia, ale - jak przystało na damę - swoje pretensje zostawiałam w duchu i udawałam, że świetnie się bawię. 
- Jestem już zmęczona... - westchnęłam, patrząc znacząco na septę, gdy już zbliżałam się ku skończeniu robótki - Mogę dokończyć to jutro rano? 
- Lyanno... - staruszka przechyliła głowę z dezaprobatą - Twój ojciec nie będzie zadowolony.
- Przede wszystkim mój ojciec nie nosi tych sukienek. - odparowałam bez zastanowienia, jednak po chwili się opanowałam, bo znałam gniew mego rodziciela, jeżeli dowie się o mym niezbyt dworskim zachowaniu - ... Przepraszam.
- No mam nadzieję! - septa Annara pokręciła głową, wciąż nie dowierzając temu, że miałam czelność jej odpyskować. Wstała ze swego obitego drogim materiałem taboretu, zgarniając wszystkie sukna, igły i nitki. Na sam koniec chwyciła świecę, z którą przyszła.
- Dobranoc, lady. - rzekła, po czym zamknęła drzwi, uprzednio opuszczając komnatę. W pomieszczeniu zostałam ja sama, tuż przy nikłym, bladym blasku mojej świeczki, która oświetlała tylko skrawek pokoju. Ledwo co drzwi się zatrzasnęły, odczekałam kilka sekund i, upewniwszy się, że nikt mnie już nie odwiedzi, podbiegłam do szafy. Z jej mrocznych otchłani wygrzebałam dobrze ukryte czarne, wilcze futro i założyłam je na siebie. Wyszłam cichutko z komnaty po około dziesięciu minutach. Strażnicy przy bramach, ser Harrag oraz ser Osmund, byli jedynymi powiernikami tajemnicy mych nocnych wypadów. Cieszyłam się, że nie wydali mego sekretu i zawsze mnie przepuszczali, gdy wychodziłam. Mogli przecież równie dobrze nakablować mojemu ojcu i zostać sowicie wynagrodzeni, ale postanowili być mi lojalni, co bardzo w nich ceniłam.
Moim celem było jezioro na polanie pośrodku lasu. Nie szłam, lecz biegłam cichutko, obawiając się niebezpiecznych leśnych zwierząt, które bez problemu rozszarpałyby drobną dziewczynę jak ja. Wybiegłam na jedną z leśnych ścieżek, nie zauważywszy pędzącego przez nią konia. Wierzchowiec momentalnie się spłoszył i zaczął wierzgać, zrzucając tym samym swego jeźdźca z grzbietu. Ja sama, wycofując się, potknęłam się o wystający korzeń i upadłam na ziemię, próbując rękoma osłonić się przed kopytami wystraszonego zwierzęcia. W końcu wstałam i zaczęłam je uspokajać, klepiąc je po szyi i tarmosząc grzywę.
- No już, kochany, spokojnie, ćśśś... - szeptałam mu do ucha, aż rumak wreszcie się odstresował. Dopiero wtedy przypomniałam sobie o jego właścicielu, który leżał na ziemi. Nie zdążyłam się jednak nawet odwrócić, gdy zostałam chwycona za swoje odzienie i podniesiona do góry.
- Ślepy jesteś?! A może chcesz nim zostać?! - krzyknął, wyraźnie wnerwiony. Zaczęłam się szamotać, ale był dla mnie zbyt silny. Kaptur zsunął mi się z głowy, a agresor najwyraźniej zorientował się, że nie gada z mężczyzną, lecz z damą. Puścił mnie, przepraszając.
- Wiesz, komu zagroziłeś? - uniosłam się gniewem. Otuliłam się mocniej mym futrem, gdyż poczułam nocny, leśny chłód - Zagroziłeś lady Lyannie z domu Weaver i nie jestem pewna, czy wciąż będziesz tak odważny, jak zawiśniesz na placu Królewskiej Przystani na stryczku!

Jimmy? Robi się groźnie XDD

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Szablon wykonała prudence. z Panda Graphics.